Masz w sobie historię. Siedzi w Tobie, wierci dziurę w brzuchu, aż w końcu ląduje na papierze (lub w pliku docx). I co teraz? Wysyłasz ją w rejs po oceanie tradycyjnych kanałów wydawniczych, gdzie z dużym prawdopodobieństwem utonie w gąszczu prac innych autorów. LUB. Nie czekasz na decyzję wydawcy
jak na zbawienie, tylko bierzesz sprawy w swoje ręce. Self-publishing to droga, na której to Ty jesteś kapitanem literackiego okrętu, biorącym na siebie wszystkie obowiązki, decyzje, przywileje, ale i ryzyko związane z samodzielną publikacją.
Self-publishing, czyli co?
Tradycyjne wydawnictwa kuszą z wielu powodów. Dzięki ich rozbudowanym kanałom dystrybucji Twoja książka ma szansę trafić do tysięcy księgarń stacjonarnych, supermarketów czy bibliotek i dotrzeć do naprawdę szerokiego grona czytelników. To również mniejsza odpowiedzialność finansowa dla pisarza, bo wszystkie koszty związane z produkcją i promocją książki ponosi wydawnictwo.
Jest jeszcze jedna kwestia, która przechyla języczek u wagi na korzyść wydawnictwa – profesjonalne wsparcie na każdym etapie ścieżki wydawniczej. Jako autor współpracujesz z zespołem redaktorów, korektorów, grafików i specjalistów od marketingu, dbających o jakość publikacji i jej promocję.
Niestety cały proces wydawniczy potrafi być… cóż, epicki w swojej długości. Do tego dochodzi presja, by dzieło było „komercyjne” i wpisywało się w wizję wydawnictwa, co często oznacza kompromisy na polu artystycznym.
Alternatywą jest self-publishing, czyli model wydawniczy, w którym autor samodzielnie wydaje i dystrybuuje swoje dzieło, bez pośrednictwa tradycyjnego wydawcy. W praktyce oznacza to pełną kontrolę nad każdym aspektem powstawania książki – od pomysłu, przez redakcję, korektę, projekt okładki i oprawy graficznej, skład, aż po marketing i dystrybucję. Dzięki samodzielnemu publikowaniu bramy do świata wydawniczego, które kiedyś wydawały się fortecą, teraz stoją przed Tobą otworem.
Zalety self-publishingu
Self-publishing oferuje wiele korzyści, które w tradycyjnym modelu często pozostają poza Twoim zasięgiem.
- Masz całkowitą kontrolę nad każdym detalem – treścią, projektem okładki, składem, ceną i strategią marketingową. Żadnych kompromisów z wydawcą!
- Proces wydawniczy jest zazwyczaj szybszy niż w przypadku wydawnictwa, bo to Ty ustalasz tempo.
- Lwią część zysków zgarniasz Ty. W tradycyjnym wydawnictwie autor otrzymuje zazwyczaj skromny procent (5–10%) od kwoty zbytu. W self-publishingu ten podział jest o wiele korzystniejszy. Często zachowujesz nawet do 70–100% zysków ze sprzedaży.
- Możesz wydać dzieła niszowe, eksperymentalne, a nawet takie, które nie pasują do profilu tradycyjnych wydawnictw. Self-publishing otwiera drzwi dla każdej, nawet najbardziej ekscentrycznej wizji.
- Każdy etap to Twoja zasługa. Poczucie sprawczości i satysfakcji z samodzielnego osiągnięcia celu? Bezcenne.
Czy self-publishing ma jakieś haczyki?
Jasne, że ma! Chociaż self-publishing to ogromna niezależność, ma swoje „plusy dodatnie i plusy ujemne”. Pośpiech może prowadzić do błędów, a autor jest jedyną osobą odpowiedzialną za jakość produktu końcowego. To tak, jakbyś był jednocześnie reżyserem, aktorem, scenarzystą, dźwiękowcem i operatorem kamery na własnym planie filmowym. 🙂
- Wszystkie koszty związane z redakcją, korektą, projektem okładki, składem, drukiem i marketingiem spadają na Ciebie.
- Bez profesjonalnego wsparcia (redaktorów, korektorów, grafików) książka może zawierać błędy lub być estetycznie niedopracowana. Prawdziwy sukces w self-publishingu polega na tym, by te usługi zlecić na zewnątrz specjalistom lub opanować je samemu.
- Nie masz dostępu do zasobów marketingowych i promocyjnych, którymi dysponują duże wydawnictwa, a to znacznie ogranicza pole dystrybucji.
- Decydujesz się na druk fizycznych egzemplarzy książki? Musisz mieć gdzie je magazynować! Wyjścia są dwa – robisz to we własnym zakresie i godzisz się na zagracenie domu lub mieszkania albo zlecasz przechowywanie na zewnątrz, co z automatu generuje dodatkowe koszty i zmniejsza Twój zarobek.
- Proces self-publishingu jest bardzo wymagający pod względem czasu i zaangażowania.
Jak wydać książkę jako self-publisher?
No dobrze, wiesz już, co to jest self-publishing i dlaczego warto (lub nie warto) w to wejść. Czas na konkrety! Zobacz, jak wygląda droga od napisanego tekstu do książki na półce.
Redakcja i korekta to podstawa
Nawet jeśli piszesz jak Mickiewicz, nigdy nie spojrzysz na własny tekst całkowicie obiektywnie, dlatego oddaj go w ręce specjalistów. Redaktor oceni go pod kątem spójności merytorycznej, logiki narracji oraz struktury. Korektor wyłapie wszelkie literówki, błędy ortograficzne, interpunkcyjne, gramatyczne i stylistyczne.
Okładka i wnętrze
Nikt nie kupuje książki bez okładki, prawda? Zleć jej projekt doświadczonemu grafikowi. Jeśli masz ilustracje, zaplanuj je z wyprzedzeniem. Potem przychodzi czas na skład, czyli profesjonalne ułożenie tekstu i połączenie z grafikami (jeśli chcesz jakieś umieścić w tekście), by książka była estetyczna i spójna.
Czas na druk
Wybierz drukarnię, która ma doświadczenie w wydawaniu książek. Koszty zależą od wielu czynników: ile stron, jaki papier, okładka twarda czy miękka, ile ilustracji.
Dystrybucja
Możesz założyć własny sklep internetowy (wystarczy prosty „one-page” na WordPressie z płatnościami online), sprzedawać bezpośrednio na swoich kanałach w mediach społecznościowych lub skorzystać z firm pomagających self-publisherom. W Polsce świetnym przykładem jest Empik Selfpublishing. Wgrywasz plik, wypełniasz formularz, a Empik zajmuje się resztą.
Promocja – bez niej ani rusz!
Nawet najlepsza książka zginie, jeśli nikt o niej nie usłyszy. Zacznij promować ją jeszcze przed premierą. Wykorzystaj social media, newslettery, współpracuj z innymi twórcami. Pamiętaj też o wydarzeniach literackich – targi książki, festiwale, spotkania autorskie. Odwaga w promowaniu to klucz do sukcesu.
Czy self-publishing jest dla Ciebie? Jeśli nie boisz się wyzwań i masz w sobie żyłkę przedsiębiorcy, to może być Twoja wielka szansa! Autorzy, którzy zdecydowali się na self-publishing, a z którymi współpracowałam na etapie redakcji lub korekty, mówili, że to ciężki kawałek chleba, ale smakuje wybornie.
